Plecak i stara szafa

30 maj

Za oknem słońce, w domku upał. W końcu. Tylko wszystkie letnie buty siedzą w Gdyni. Zeszłotygodniowy wyjazd do Kolonii rozpoczął słoneczną serię dni. Wczoraj sprawdziłam jak zapowiada się nasz wyjazd do Rumunii. Brasov -1 i śnieg. Sprawdzam jeszcze raz. Tak. To prawda. Ktoś pyta czy jadę na narty. Na jakie narty?! W góry – tak, na narty – nie. Mam w planach spakować się w mały plecak. Tylko jak, skoro trzeba wziąć wszystko? Na szczęście śniegu ma nie być, ale w nocy 6, w ciągu dnia 26. Mhmm… I może padać. Pół szafy – za mało. Mhmmm… zaczynam pakowanie dziś. W końcu trzeba to dobrze rozplanować.

Mhmmm… plecak… pół szafy…plecaaaak.

Śladami celtów

20 maj

Czas cofnąć się w czasie. Bzzzzzzz…. Jest maj, bank holiday. Angole migrują na 3 dni. Z miasta na wieś, ze wsi do miasta, z domu do znajomych, z domu do domu. My też. Żeby nie popełnić zeszłorocznego błędu i nie stać w parogodzinnych korkach na autostradzie, ruszamy o 5 rano. Tym razem czeka na nas wielkie terenowe samochodzisko. Autostrada, kanapka pod Stonehenge, kierunek Devon – Exeter, potem Torquay.

Torquay wita nas sobotnią, poranną ciszą. Port wygląda ładnie, ale miasteczko nie zachęca do dłuższych przystanków. Jedziemy na wioskę. Domki kryte strzechą, chylą się w stronę ulicy. Duży park, po którym hasają psy i wędruję ich właściciele (obowiązkowo w kaloszach i obowiązkowo w kaszkietach), rozkwita kolorami. Kwitną rododendrony, bzy i całe rzesze kwiatów, których nie umiem nazwać, a które pięknie prezentują się na zdjęciach. Różowo, fioletowo, fiołkowo, biało, błękitnie, pomarańczowo, pistacjowo…aaach. Jeden z domków krytych strzechą zaprasza na herbatę. W środku słodko. W filiżankach gorzej, ale żeby nie urazić gospodarzy, konsumujemy z uśmiechem. Mniaaamuch…

Kolejny punk – Park Narodowy Dortmoor. Na terenie parku, wzdłuż 2 i pół metrowych na szerokość dróg rozsiane są urocze wioski, w których ciężko o miejsce do parkowania. Zakręt na klaksonie. Miejsca na mijankę brak. Pozostaje wsteczny do najbliższego rozjazdu, asfaltowanego brzuszka, wklęśnięcia żywopłotu lub murku. Większość przytulonych do ulic domów, ma dachy kryte strzechą, krzywe, powyginane ściany i białe tynki. Domy otoczone są kwiatami. Drogi wyznaczają wysokie i gęste żywopłoty. Ich plątaninę można zobaczyć m.in z zamku Drogo. Zamek góruje nad okolicą. Do niedawna zamieszkały zamek został wybudowany między 1910 a 1930 i jest najmłodszym zamkiem w Anglii.

Co pewien czas naszą drogę poprzecinają bramy, a samochodzik musi przemknąć przez okrągłe metalowe żerdzie. W parku oprócz nieskończonych ilości owiec, wśród których właśnie pojawiły się młode puchate owieczki, pasą się piękne, dzikie kuce. Surowość krajobrazu, który urozmaicają jedynie kwitnące na żółto krzaki CZEGOŚ, potęgują sterty kamiennych ostańców, celtyckie krzyże, dawne miejsca modlitw i kulty. W samym centrum księżycowych widoków, znajduje się szare miasteczko Princetown, które zdominowane jest przez wysokie mury XVII-wiecznego kompleksu więzienia. Do dziś czynne, uważane jest za ‘escape-proof’.

Podobno Dartmoor przemierza jeździec bez głowy w towarzystwie sfory psów. Podobno. Jeźdźcy nie widziałam, ale kuce z rozwianymi grzywami, ciekawskie młode kucyki na miękkich nogach i puchatą sierścią rekompensowały jego brak.

Kolejny cel – Kornwalia – Lands End. Ścigamy się z czasem, żeby zobaczyć zachód słońca na końcu świata. Zakręt, żywopłot, kamienny murek, zakręt, zakrętas, zakręcik. Jest! Słońce zachodzi. Przed nami Atlantyk. Podobno o tej porze można obserwować rekiny. I delfiny też i foki a razem z nimi orki, ale nie wiem czy o tej porze roku… Rekina nie widzę, ale i tak jest pięknie. Przed nami zachód, za nami księżyc w pełni. Udało się. Pora zakończyć dzień. Czeka nas nocleg w hostelu, w którym przed nami, przez ponad tydzień mieszkała ekipa z żaglowca Fryderyka Chopina. Co za widoki…

Szalik na wiosnę

18 maj

To może temat stary, już lekko przebrzmiały, niemniej nieopisany a przecież miał się doczekać swojego własnego, wyjątkowego wpisu, więc oto on. Szalik. Robiłam go od jesieni, może nawet od późnego lata, przez zimę, aż do wczesnej wiosny. Dziergałam, plątałam nitki, woziłam wełnę w torebce, szydełkowałam w pociągu i oglądając filmy. Zrobiłam. Nadeszła brytyjska wczesna wiosna. +20 stopni. Ehm. Szalik nosiłam na siłę. Przecież dopiero go skończyłam. Ugotuję się, ale założę. Mam pewne podejrzenia, że to co u góry postanowiło się w końcu zlitować i dać mi w spokoju pocieszyć się moją wełenką. Temperatura za oknem od ponad miesiąca kształtuje się na poziomie 9-15 stopni. Dla urozmaicenia czasem pada, lub wieje lub wieje i pada. Jupi! Więc otulam się kolorami, zawijam szczelnie po czubek nosa i cieszę się, że na wyspy nie dotarły majowe 30stopniowe upały, niemieckie 25stopniowe temperatury i słoneczne dni. Uf, co za ulga. Wełna górą.

po nowemu

18 kwi

W nowym miejscu (od poniedziałku) jest miło i przyjemnie. Czytam, przeczytuję, poczytuję o tym co nowe i inne. Siedzę nad tabletem, smartphonem, nowiutkim laptopem i monitorem wielkości wystarczającego telewizora. Dotykam, przesuwam palcem, kiwam głową. Ze względu na to co za oknem staram się nie zasnąć, choć głowa się kiwa.. kiwa.. bum.

Buro, pada a moja wrażliwość pogodowa mówi mi – idź do łóżka, śpij, bierz przykład z misi. Więc mój misi instynkt się odzywa, mówi śpij, śpij, nie wstawaj, napij się herbika z miodkiem. Wieje, przykryj się po uszy. Pada, przykry nos. Śpiiiij… A tu nie, nie można, nie należy. Bo trzeba dzielnym być, nie miętkim. Uch!

Dobranoc! Już po 10. Oczy same się zamykają. (jeeeej, co się dzieje!!)

i po świętach

12 kwi

Jak było w domu? Święta minęły zdecydowanie za szybko. 3 blachy mazurków upiekłam w jedną noc (długą noc). Każdy kolejny dzień świąt był szczytem obżarstwa. Nauczyłam się robić maki, uramaki i nigri sushi :) (mniam!) I uważam, że powinnam dostać kartę stałego klienta do Coctail Baru w Sopocie (to kolejne mniam!). Panowie co zbierają na wino pod Biedrą w Sopocie są bardzo uczynni – przetachali i załadowali moje wielkie wielkanocne zakupy na parking aż pod Lidla w zamian za ‘na piwo’. Zabieram się za książkową podróż do świata kobiet w Indiach. Lalki w ogniu powodują, że oczy rozszerzają się szerzej. A Gruby? A Grubemu skończył się miesiąc laby i wrócił do swoich pracowych obowiązków, kiedy ja jeszcze do poniedziałku cieszę się słodkim lenistwem.

(lenistwem pół aktywnym, więc za chwilkę zawijam na siłownię – jupikaje)

Wiosenne zmiany

1 kwi

Winko się polało, od razu jakoś tak bardziej się pisze. Znowu dużo się działo. Tym razem troszkę mniej przyjemnie, ale szybko udało się wyjść na prostą. Marcowe wypowiedzenie zaskoczyło mnie w jeden z tych poniedziałków, w które siedziałam zaspana po porannym locie z trójmiasta. A bo koszty, a bo wygrany przetarg i potrzeba seniora z bagażem doświadczenia, a bo…

Więc szukam nowego. Tym razem łatwiej, bo wsparcie obecnej ekipy nie do ocenienia. Drugi tydzień, nowa umowa podpisana. W sumie wyszło na moje. Podobno zmiany są dobre, ale chyba jestem z tych, co cenią sobie stabilność. Moją stabilnością wstrząchnęło, ale w nowym chcą szkolić, w biurze bilard, no i nisza, w którą warto się wkręcić. Od połowy kwietnia czas zmienić specjalizację z projektów desktopowych, na aplikacje mobilne. Od wtorku wakacje. Do wtorku codzienne przerwy na lunch z ekipą, w pubie, w słońcu, w 20stopniach. W sumie jest beztrosko jak nigdy, bo czym się martwić. Jest wiosna, Londyn, słońce ogrzewa białe ramiona, żonkile rosną jak szalone, przyszła kolejna porcja filcu – tym razem na torebkę. Niby z góry dostałam po głowie, ale zrobiło się jakoś lekko.

Jutro impreza pożegnalna, wtorek formalnie ostatnim dniem, ale to jeszcze zależy od stanu duszy i ciała po poniedziałku. Środa lot do domku. Trzymam kciuki za pana pilota, żeby tym razem nie zbłądził i wylądował nad morzem, a nie, jak ostatnio się zdarzało, w stolicy. Bo do domu ciągnie, bo Grubego już prawie miesiąc nie widziałam, bo tyle planów i jak zawsze tak mało czasu.

Dziś jeszcze w pełni smakuję niedzielnego lenistwa i tego winka… Wyskrobuję z lodówki ostatki libańskich przysmaków, w których ostatnio jestem zakochana.

Jakby to powiedziała moja wczorajsza towarzyszka – Salute!

Idziemy dalej !

13 mar

Działamy działamyyy!!
I idziemy dalej :)

Trafiłam na ten odcinek akurat wczoraj. Idealnie.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.