Oddech Chin

Pora na spisanie pierwszych wrażeń z wyjazdu. Wczorajszy wypad do Lądka skończył się krążeniem po mieście w mieście. Chinatown to nie tylko mekka dla Azjatów spragnionych smaków własnej kuchni, ale i turystów łowiących obiektywami aparatów inspiracji fotograficznych i osób poszukujących substytutu Państwa Środka.  Błąkałam się między uliczkami obwieszonymi kolorowymi lampionami, przyglądając się z zaciekawieniem tej odmiennej scenerii. Nawet łaskawy dla cery ale mniej dla obiektywów deszczyk nie zniechęcał wędrujących. Na ulicy, w sklepach i restauracjach dominowali Azjaci.  Minęłam kilka sklepów, których witryny krzyczały kolorami. Smród bijący z ich wejść zniechęcił mnie do zaglądania do środka.  Po powrocie do domu, zapominając o nim, nabrałam ochoty na chińskie eksperymenty kulinarne wykraczające poza opakowanie hortexu z sosem sojowym. Zdecydowanie będzie trzeba wrócić do Chinatown po zaopatrzenie. W międzyczasie przetrzepałam lokalne tesco w poszukiwaniu pierwszych niezbędnych produktów. Nie ma czarnuszki, ale jest sezam. Nie ma rzepy ale jest chińska kapucha. Zawsze coś 🙂

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Reklamy