Londyn nocą

Przejrzałam swoje ostatnie wpisy i dotarło do mnie, że nie ma wśród nich praktycznie żadnych informacji na temat Londynu. Przecież jestem tam 5 lub 6 dni w tygodniu, przecież jest 30 minut drogi z Sevenoaks, przecież zapewnia nam masę rozrywek. Czas najwyższy, żeby napisać parę słów o „moim mieście”, o jego życiu nocnym, a właściwie o naszym życiu nocnym w nim (Londynie). A może jeszcze zawężając – o dwóch wybranych rozrywkach życia nocnego w Londynie, bo przecież inaczej można by pisać w nieskończoność (jak np. wpadliśmy razem z bliźniakami Pita w sam środek gay parade w centrum Soho, albo jak w Ministry of Sound proponowali nam extasy).

Musicale, west end i skrzypiące fotele, to coś, czego będąc w Londynie trzeba posmakować. Co prawda wybraliśmy się do teatru o 14… ale za to na jeden z tutejszych hitów. „We will rock you” poruszyło moje nogi i ręce. Na koniec rozbujana widownia klaskała tupała i śpiewała. Obsada i orkiestra wychodziła 4 razy. Muzyka chodziła za mną przez kolejny tydzień. Nadal kołata się z tyłu głowy. Godzina 14 ma jeden wielki plus – wychodząc z teatru, spodziewając się, że już powinno być ciemno, okazuje się, że cały dzień przed Tobą, że można iść jeszcze coś zjeść na Soho, napić się piwa w lokalnym pubie i pogadać z dosiadającymi się angolami. Polecam 🙂

W ostatni weekend wybraliśmy się do londyńskich podziemi. Dosłownie, do miejsca nazywanego małym Moulin Rounge. Małe Moulin Rouge to trafne określenie. Malutki klub Cellar Door, który wiele lat temu był męską toaletą publiczną, gości w swoich niewielkich pomieszczeniach tancerki i piosenkarki związane z klimatem nowojorskich czasów prohibicji, słodkich lat 20-30, kabaretu, stylu vintage i piosenek w klimacie Nancy Sinatry Bang Bang czy Big Spender

Udało nam się upolować stolik (jeden z pięciu?). Koło 22 powiła się na scenie, a właściwie pomiędzy stolikami, gwiazda wieczoru. Była ubrana w cekinową sukienkę, cekinowe rękawiczki, maiała na sobie wysokie buty i pejcz w ręku. Lekko przestraszył nas wiek gwiazdy… ponad 50 lat. Kiedy tylko zaczęła śpiewać, najwięksi sceptycy przy stoliku zmienili się w zauroczonych słuchaczy. Gorące siedzenie Grzesia oznaczało pomoc w ściąganiu rękawiczek i interakcję z pejczem. Mi przypadło jedynie bycie Julią w piosence Fever (Pit został Romeem). Dziewczyna przy barze pozbawiona buta na obcasie, z przerażeniem przyglądała się jak gwiazda pije z niego wodę. jej magnetyczny, silny głos i temperament udzielił się wszystkim. Z żalem wyszliśmy przed północą, żeby zdążyć na ostatni pociąg do Sevenoaks. To był niesamowity występ, a miejsce polecam wszystkim z całego serca! W soboty w ramach live act trwa impreza drug queen z udziałem tancerek bourleque. Może najpierw skoczymy na klasyczny kabaret…

Z lekkim szumem w głowie, posmakiem mięty z mohito ruszamy na Watreloo Bridge. Jest piękny, ciepły wieczór. Wielki słomiany lis na Watrloo Briddge patrzy na nas, swoimi lekko przymkniętymi, guzikowymi oczami. Rano jego spojrzenie mówi mi „Współczuję, że w taki ładny dzień jedziesz do pracy” teraz mówił do nas „Żałujcie, że tak szybko wracacie”

Show must go on!

Dobranoc!

Reklamy