Bike looover

Od czego zacząć? Długo nie pisałam, dużo się działo. Czasu było jak zawsze za mało. Fala gości przelała się przez nasz domek na kurzej łapce. Tygodnie lecą jak szalone a tematów na wpis tyle, że nie wiem od czego zacząć. Nie, nie szukam usprawiedliwienia, ale jakoś nie było mi po drodze. Żeby już nie przedłużać i wracam do wątku głównego.

Mhmm, w słuchawkach leci Goo goo dolls – Iris. Rosną skrzydła.

Dziś rozpoczęliśmy sezon motorowy. Gruby wypucował niebieskiego. Nawet łańcuch jest wyszorowany i nasmarowany. Kosmetyków do motoru jest więcej niż kosmetyków do Agaty… (prawie). Ruszamy na błyszczącym niebieskim, wgłąb Kent, aż pod Sussex. Cel – Scotney Castle. Zamek okazuje się być 2 w 1. Zamek średniowieczny, częściowo w ruinie, otoczony wodą + zamek z początku XIX wieku, wybudowany przez tą samą rodzinę, lecz 200 metrów dalej, na górce, na słoneczku, z dala od wnerwiających komarów i rechoczących w nocy żab. Jeden do zwiedzania wnętrz, drugi do podziwiania zewnętrz… Ruiny prezentowały się ładniej ale gdybym miała wybrać miejsce na nocleg, poparłabym pomysł przeprowadzki.

Zwiedza się lekko i miło, wchodzimy do zamku nowego, starszy pan pyta czy schować kaski – schować. Wchodzimy do ogrodów i zamku starego, starsza pani pyta czy przechować kaski – przechować. Kwiatki pachnął, pszczółki latają, kaczuszki z piórkami w panterkę pływają w bajorku, tralalla… jeszcze tylko burger, piwo, potem w drodze powrotnej księżyc z tą gwiazdką, która gdyby na księżycu siedział chłopiec z wędką, mogłaby być spławikiem. Mhmmmiodzio.

Jutro trzeba by pozrzucać te pyszności i ruszyć ciało. Na razie kiwa się sama głowa a uszy masuje dub.

Dooooobranoc Peeeople!

Reklamy