3 dni, 3 granice – odcinek Rovinj

6

To jeden z tych dni kiedy niby łatwiej zebrać myśli bo siedzi się w domu. Wcale jednak tak nie jest. Zatkany nos, zimne stopy, piszczący alarm, nie ułatwiają pracy twórczej. Ani sprawozdawczej, bo w sumie tym planuję się teraz zająć.

Bzzzzz, cofnęliśmy się w czasie. Pierwszy weekend majowy. W UK wolny poniedziałek, czyli 3 dni wolnego. Plan mamy dość ambitny – w 3 dni, 3 granice. Pędzimy w sobotę rano na lotnisko. Kierunek – Triest. Kontrola paszportowa marzenie – celnik tylko macha rękę, pośpieszając sznureczek zdziwionych podróżnych. Jeszcze tylko okienko wypożyczalni samochodów i jeeeest, gorrące włoskie powietrze wdziera się do nosa, euforia atakuje i wszystko we mnie skacze. Czas a) odszukać naszego fiacika 500 b) przebrać się w coś bardziej adekwatnego do przeciwieństwa londyńskiej pogody.

Fiacik 500 okazał się być grande, czy xl, czy jak go tam zwą. Jest nadmuchanym wielgachnym samochodziskiem, więc po co mylić tym ‚500’. Plus: więcej miejsca na machanie nogami. Minus: brzydal, oj jaki brzydal. Jedziemy! Pierwszy przystanek – pierwszy sklep. Czas na włoskie jedzonko. W koszyku lądują pomidorki: podłużny, malinowy, większy i mniejszy. Pomarańcze, z listkami i bez (szaro zielone z zewnątrz, ale cudownie aromatyczne!). No i najważniejsze: prosciutto, coppa i coś jeszcze, co smacznie wyglądało. Język migowy z Panią z działu mięsnego i z Panią co chciała bardzo pomóc ale nie widziała jak, sprawdził się bez zarzutu. Po wyjściu, rzucamy się na jedzenie na parkingu przed sklepem. Om nom nom… I co z tego, że łapki tłuste i stopy toną w soku z pomarańczy.

Poziom zadowolenie wzrasta, poziom ekscytacji pozostaje bez zmiennie wysoki. Jedziemy na granicę ze Słowenią, cel Rovinj. Krajobrazy piękne, zieleń po lewej i prawej, trasa wije się między drzewami, ruch niewielki, nad nami błękitne niebo – jest bosko. Cholera, od 40 minut jedziemy w przeciwnym kierunku. Rijeka coraz bliżej – choć też na R 🙂 Zawracamy no i znowu – jest pięknie, zielono, ruch niewielki, sialala. Słowenia za nami, Chorwacja przed nami. W kieszeni ani jednej kuny, a tu okazuje się, że autostrady są płatne. Hmm. Sialala, jakoś będzie. Bycie pasażerem ma taki plus, że możne odkrywać uroki napoi z bąbelkami. Odkrywam więc lokalne piwo z lokalnej stacji, z lokalnymi napisami łudząco podobnymi do polskich.

Rovinj za 5 kilometrów. Przy drodze facet z serami. Zatrzymujemy się? No raczej! Przemiły Pan nafaszerował nas taką ilością owczo – krowiego sera, wina i kiełbaski, że trzebaby coś kupić. Poprosimy kawałek sera (pysznego). Wszyscy szczęśliwi. Z serem i plastikowym kubeczkiem wypełnionym tym razem lokalnym winem, wskakujemy do samochodu. Wjeżdżamy na Parking w Rovinj. Szyby opuszczone, nos niucha wilgotne powietrze, oczy wędrują na fale. ‚O, miał być ku*wa mini, a popatrz co im wyszło’. Ehm. To cóż, to fakt, absolutnie nie wyszło… ale żeby tak ostentacyjnie? Pit z przemiłym uśmiechem odpowiada, że nam też się nie podoba. Parking zastawiony samochodami na polskich blachach.

Chwila na wchłonięcie widoków. Zachodzi słońce, z mariny rozciąga się widok na położone na górze stare miasto. Nad nim góruje znajomo wyglądająca dzwonnica, spadek po republice weneckiej.

Wąska kamienica w starym mieście kryje nasz przytulny Bed & Breakfest. Starszy pan częstuje nas ‚czarnym’ winem a sam zabiera się za spisywanie dokumentów, opisując jednocześnie swoją historię i miłość do Rovinja. Zapałał nią, kiedy przyjechał tu z Rumunii jako dwudziestolatek. Tak mu się jakoś zostało do dziś. Po papierowej robocie, staruszek pomimo protestów szarmancko wziął moją torbę i wtachał ją po przestromych i wąskich schodziskach na drugie piętro, gdzie znajdował się nasz pokoik. Tylko nasz pokoik. Malutki pokoik. Każde piętro mieściło jeden pokoik i łazieneczkę. Przeprzytulnie. Zielone okiennice, doniczki za oknem, gwar w dole, dachy i jakieś pranie na wysokości oczy.

Miasteczko nocą oferuje koty, owoce morza, ciszę, którą rozbija szum fal i spokój. Rerax pełną piersią.

O ciągu dalszym wyprawy i kolejnych granicach, już niebawem! Tymczasem – chrrr

Reklamy