Zapach jesieni

Jesień zbliża się do Sevenoaks. W domku na kurzej łapce praca wre a wino leje się strumieniami. Gruby testuje dopiero co zakupione żelazko, a ja wędruję do kuchni i eksperymentuję kulinarnie. Oliwki lądują w zaprawie z kolendry, cytrynki, czosnku i chili. Papryka piecze się z pesto z bazylii, czosnkiem i pomidorkami, zupa dyniowa rozsiewa zapach jesieni po całym mieszkanku. Jest pysznie, leniwie, smacznie. Liczba win, które przyjechały z nami po weselu drastycznie się kurczy. Muscat smakuje wyśmienicie.

Z tematów stricte jedzeniowych – czekam na burgerka, który ma być dzisiejszym Pita daniem popisowym. Jagnięcinka czeka wraz z miętą w lodówce.

Przygotowanie do poślubnej festy trwają w najlepsze. Wczoraj zakupiłam spodnie koloru żygowatego. Paskudny kolor rekompensują swoimi magicznymi właściwościami przeciw komarowymi, przeciw plamowymi, szybko schnącymi, odpinanymi, przeciw, z dodatkowymi, z wmontowanymi achami ochami. Mają służyć przy 5 stopniach w Pekinie i 25 w Bangkoku, przetrwać lwy, tygrysy i niedźwiedzie (chociaż póki co tylko te drugie chcemy zobaczyć na żywo).

Jutro szczepienia. Wścieklizna, żeby się nie wściekać, jakieś japońskie świństwo, żeby oczy zostały na swoim miejscu, wirusowe zapalenie wątroby, żeby alkohol nadal mógł się nadal lać strumieniami : )))

No a w czwartek ukochana Gdynia 🙂

Kończę, czas jeść…

Ps. ile razy słucham, tyle razy szczerzę zęby:

Reklamy