Szaliki

Stoję w Gdańsku, w kolejce do odprawy. Zaspana. Oko wpół zamknięte. Myśli drepczą dwa kroki za mną. Celnicy prześwietlają szaliki. Hmm. Dużo szalików. Szaliki podążają do bramki, która jednoznacznie wskazuje na Londyn. Hmm. Próbuje zasnąć. ‚Polska biało czerwooooooni’ ‚Pooolskaaaaaaaaaa’. Nie da się. Chrrr. Chociaż na chwilę. Londyn. Dzwonię do Grubego. Śpi. Dzwonię, dzwonię, w końcu odebrał. (aaaa to nie budzik?). No i się wyjaśniło. Polska – Anglia i kolejne wielkie piłkarskie nadzieje.

Nie wyszło.

Po weekendzie w głowie kołaczą się miłe wspominki. Po serii regularnych lotów, kolejny raz dopiero w grudniu. W między czasie czas zawitać do Warszawy, no ale przede wszystkim wsadzić nos w przewodnik po Tajlandii.

Jaha!

Reklamy