Lato w kwietniu

Wpadło na chwilę lato. Czwartek – 27 stopni; piątek – 28 stopni. Po pracy idziemy z Mniejszą Małą do parku, na rower i pizze. Chill na trawie. W weekend ma padać.

Nie pada, jest cudownie. Bierzemy Mniejszą Małą pod pachę i idziemy po bagietki do francuskiej piekarni. Jeszcze bekon, jaja, pomidorki, awokado… Po niekończącym się śniadaniu w ogrodzie oraz kawie i lodach, czas przenieść się na trawę. Jest miękka, zielona, i… nieskoszona. Rozkładam koc, miskę z wodą do chlapania się dla Mniejszej Małej i zaczynam słodkie lenistwo. Lenimy się na lewym boku. Gruby w tym czasie wyrywa chwasty. Lenimy się na drugim boku. Gruby klei donice. Turlam się po kocu w poszukiwaniu optymalnego punktu wygody. Gruby odpala kosiarkę. Na hasło Tata ‚kosi kosi traaawę’, Mniejsza Mała radośnie klaszcze.  Trawa słodko pachnie. Mniejsza Mała denerwuje się na kosiarkę. Gramoli się na moje kolana i tam zostaje. Odwagi dodaje jej śpiewanie do uszka. Repertuar zmienia sie od Kai, przez Pieski małe dwa, przez Twinkle Twinkle aż do Pocahontas.

Gruby przynosi Mniejszej Małej niespodzianki. Ropucha. Popatrzymy, ale tylko na odległość. Żabka – Mniejsza Mała usilnie stara się ją złapać. Ślimak – nie dotykaj, to pokaże rożki. Nie dotykaj. Ooo pokazuje. Nie dotykaj! No nie dotykaj. Maaała!

Dzień kończymy stakami z tuńczyka, przytulankami z brudną ale szczęśliwą Mniejszą Małą i filmem Morderstwo w Orient Express. Obsada powala, ale film oglądamy z przerwami na drzemki. Słodkie lenistwo przeniosło się z ogródka na kanapę. Zzzz

Reklamy