Czołg

Logistyka z dwójką okazała się być dużo bardziej skomplikowana, niż wstępnie zakładałam. W weekend jeździmy na dwa wózki. W dni żłobkowe – z gondolą. W dni z dwoma dziewczynami – z czołgiem. Lub slingiem i specerówką. Lub gondolą i smyczką. Lub, w dni bardzo leniwe, jeździmy sobie brzuchem po dywanie. Brakuje nam już tylko wózkarni.

Żeby skomplikować wózkowe perypetie, czas pomyśleć, kiedy zastąpić siedzonko Mniejszej Małej dostawką do stania. Kiedy przenieść Najmniejsza Małą do siedzonka. I jak bardzo w tym wszystkim niezbędny jest pojemniczek na kubek z kawą, który jakiś czas temu postanowił się odkleić.

Logistyka z dwójką czasami przytłacza. Spacery z czołgiem, zwanym też jamnikiem, dają w kość. Dziś brałam ciasny zakręt na 10x. Nie zauważyłam, że jedno z kół się zablokowało (samo!). Moje próby manewrowania wzbudzały aplauz przechodzących. Czołgiem nie da sie wjechać do transportu publicznego. Czołgiem nie da się podjechać pod krawężnik. Czołgiem nie jestem w stanie wjechać najkrótszą drogą do parku. Za to czołg pokonuje każdą dziurę, uskok i nierówność, przy których w innych konfiguracjach wózkowych Mniejsze dzwoniłyby zębami lub wypadały z wózka. Plusem czołgu jest też to, że mogę na niego wskoczyć i robiąc raz po raz odpowiedni rozbieg, przemieszczać się 3x szybciej (przy akompaniamencie jego śmiejących się, małych pasażerów).

Jutro jamnik, zwany czołgiem zostaje w domu. Kiedyś wyprawy z Mniejszą Małą wydawały mi sie wyzwaniem. Dziś wycieczki, na które wybieram sie z Najmniejsza Małą, to pikuś.

Happy Friday!