Neon drawing

20181121_200502.jpg

To jeden tych wieczorów, kiedy macham ręką do mniejszych i większych domowników i radośnie pędzę na pociąg do centrum. Dziś jadę na zajęcia z neon life drawing. Niby life drawing, ale modelka pomalowana neonowymi farbami, w ciemności wygląda jak upiór. Widać jedynie jej fosforyzujące rogi, kropki i kreski na twarzy i nogach. Wybieram pastele, flamastry i mięciutki ołówek. Zaczynamy zabawę. Wino pobudza kreatywność.

Pierwsze zadanie – rysuj nie patrząc na modelkę. Kończę. Niespodzianka – ręką wyrasta z szyji, włosy lewitują nad głową. Rysuj spiralami – na mojej kartce pojawiła się postać o okrąglutkich, rubensowskich kształtach. Następne – uchwyć ruch. Modelka przemieszcza się wykonując powolny taniec, a ja – niby rysuję, niby zamykam oczy, żeby wyobrazić sobie gdzie 3 sekundy temu była jej ręka. Kolejne zadanie – maluj, używając wyłącznie kropek. Najtrudniejsze zadanie to utrwalenie obrazu przy pomocy słów, które ułożą się w kształty. Zmianiam kartkę, za kartką, pastele wyglądają jakby się świeciły w ciemności. Po dwóch godzinach rysowania dochodzimy do momentu prezentowania prac na podłodze. Pieknie. Kolorowo. Tu nie chodzi o umiejętności, ale o radość tworzenia. O mieszanie kolorów i uwolnienie swojej kreatywności.

W drodze powrotnej przez Bermondsey polujemy na pub w którym serwują grzańca. Zimno szczypie w policzki. Grzaniec przyjemnie rozgrzewa brzuszek. Czas wracać.

20181121_194800.jpg

20181121_205742.jpg

20181121_205955.jpg

20181121_205842.jpg

20181121_210240.jpg

20181121_205736.jpg

Reklamy