Teide National Park

Nad Teneryfą góruje wulkan Teide. Czas wybrać się w jego okolice i zobaczyć jak wygląda księżycowy krajobraz pokrytej lawą wyspy. Jedziemy wyżej i wyżej. I wyyyyżej. Temperatura spada z 26 do 13 stopni. W głowie układam sobie ile warstw założyć Młodszym Małym i co wsadzić do plecaka w charakterze niezbędnego niezbędnika. Bo wieje, bo słońce, bo zimno, bo pić się chce, bo siku. Parkujemy w pobliżu punktu informacji turystycznej. Tu zaczyna się szlak. Podobno ma być piękny. Podobno też walą tam dzikie tłumy. Na całej trasie mijamy 4 osoby. Ale wróćmy do parkingu. 30 min później nadal stoimy przy samochodzie. Zmiana pieluch, zmiana ubrań, zmiana zawartości plecaka. Ile on waży! Ponowna zmiana zawartości plecaka. Zakładam plecak, nosidło, a w nim Najmniejszą Małą. Po przejściu 10 kroków nogi się pode mną uginają. Ja nie dam rady?!

Idziemy do informacji turystycznej po mapę. Miły pan patrzy na nas i mówi, że trasa zaczyna się kilometr dalej. Patrzymy na siebie zdziwieni. Następnie zaznacza na mapie przydrożne punkty widokowe. Ale przecież tu jest start naszej trasy! Tak, ale ta trasa ma 7 kilometrów. Powoli do mnie dochodzi, że w jego głowie rodzic wielbłąd po przejściu 100m pada wycieńczony niczym maratończyk i wlecze się ostatkiem sił do restauracji z widokiem, gdzieś na trasie pomiędzy wulkanem a plażą. Proponowana przez niego trasa ma niecałe pół kilometra. Dziękujemy. Jednak idziemy. No i poszliśmy. Napiszę tylko, że było pięknie. Po kilku godzinach, zmęczeni, ale z poczuciem ogromnej satysfakcji, wróciliśmy na parking. Daliśmy radę! Za dwa dni ruszymy w inny, bardziej księżycowy rejon parku. Ale o tym w kolejnym wpisie.