Wełna i kukurydza

by

Układam myśli i rozgrzewam zwoje przed wpisem o wypadzie do Walii. Zabieram się do niego od dwóch dni, podchodząc jak do jeża. Zdjęcia na dużym ekranie prezentują się cudownie. Niektóre wręcz zjawiskowo. Tym… Czytaj dalej

Kolejne przyjemności

by

Jutro zaczyna się długi weekend. Poniedziałek jest wolny. 2 dni temu zadzwonił do mnie w pracy telefon. Pit „Jedziemy do Walii?”. Jasne! Wczoraj kupiliśmy namiot, dziś mapę, jutro dotrą pożyczone karimaty. Wyjazd zaraz… Czytaj dalej

Męskie – Żeńskie

by

Trwa właśnie kolejny ważny mecz. Nie lubię, nie oglądam! I tak pewnie skończy się klęską, o której będą trąbić jutrzejsze wiadomości. Odpada – zbędne strzępienie sobie nerwów. FIFA na playstation – najlepiej wyjść… Czytaj dalej

Wybrzeże francuskie na 2 kółkach

by

Co robimy w weekend? hmmm, nie wiem… może do parku, albo do Londynu. Mhmm, może do Francji? OK. No i wyjechaliśmy – 4.30 rano, z plecakiem na plecach, w zimowej kurtce, na motorze.… Czytaj dalej

101 sposobów na…

by

deszcz. Ciągle pada… Chyba nie powinnam pisać codziennie, bo wychodzi na to że ciągle pada. A przecież to może zniechęcić do odwiedzenia Lądka, poza tym to nie do końca prawda… czasami po prostu… Czytaj dalej

Różowy smak lata

by

Zimno, buro, pochmurnie, deszczowo. Otwieram rano oko, za oknem rzyg. Kolejny alarm budzika bezlitośnie wyciąga mnie spod cieplutkiej kołdry. Wychodząc otulam się szczelnie w szalik, zapinam płaszcz na wszystkie 3 guziki, żałując, że… Czytaj dalej

Euro w WC

by

W końcu w domku. Tym razem na 4 pełne dni. Przeszukuję strony trojmiasto.pl. Szukam i sprawdzam co się dzieję w mojej okolicy, co zobaczyć, jak wycisnąć 120% z każdego dnia (poza spaniem po… Czytaj dalej

wrrrrrr

by

To wpis bez polskich znakow, bez sily, to wpis sfrustrowany. Czemu? Bo jest godzina 19, a ja siedze przy klawiaturze bez polskich znakow – w pracy. Czekam cierpliwie na emaile, ktore mialy byc… Czytaj dalej

Londyn nocą

by

Przejrzałam swoje ostatnie wpisy i dotarło do mnie, że nie ma wśród nich praktycznie żadnych informacji na temat Londynu. Przecież jestem tam 5 lub 6 dni w tygodniu, przecież jest 30 minut drogi… Czytaj dalej

Maliny i zające

by

Dzisiejszy dzień upłynął na doznaniach smakowo-węchowych. Zaczęło się od śniadania mistrzów. Na stół wjechały świeżo pieczone bułeczki z czosnkiem i serem (miasto omijamy dziś szerokim kołem, więc można zionąć!). Towarzyszyły im słodkie pomidorki… Czytaj dalej