Apsik

by

Moje biuro przeniosło się na parę dni do łóżka. Siedzę obłożona chusteczkami oraz wszystkim co zdrowe. Jem kanapki, po których nie wypada rozmawiać z innymi. Rano miały być w wersji na ciepło. Zamiast… Czytaj dalej

Ucieczka do Narnii

by

Niedziela zaczęła się wyjątkowo wcześnie. Pobudka o 7.30. Lekkie śniadanie. Trening. Po godzinie podrzucania i machania żelastwem, ledwo czuję ręce i nogi. Słońce w pełni, błękitne niebo. Idealna pogoda, żeby rozruszać obolałe ciało… Czytaj dalej

Od kuchni

by

Nadszedł weekend. Za oknem wieje. Na dachu nie utrzymały się nawet uparte gołębie. Jak zimno i brzydko, to jakoś bardziej ciągnie do kuchni. Dziś w domku na kurzej łapce piekarnik chodzi na okrągło.… Czytaj dalej

Przeklęte obcasy

by

Stało się. Zakładam je. Przymierzałam się do nich już kolejny dzień. Dziś czuję odpowiednie bucie wibracje. Wstaję nawet pół godziny wcześniej bo ktoś sobie zażyczył spotkanie na 9.30. Głupio by było wpaść jak… Czytaj dalej

Celtycka kraina

by

Jak to jest z tą Walią? Czemu mnie tak ciągnie i tak fascynuje. Kto raz ją odwiedzi, albo ją pokocha, albo znienawidzi. Walia gwarantuje deszcz i błoto. Gwaranuje mokre na wylot buty i… Czytaj dalej

Przygotowania do walki

by

Szykuję się na kolejny wyjazd do Walii. Trasa nieznana. Pogoda pod psem. W okolicy Snowdonu panuje przewidywalny mikroklimat. Gwarantuje on deszcz, błoto i zimno niezależnie od pory roku. To już czwarty raz. Wydaje… Czytaj dalej

Mokre ulice

by

Pada. Ulice Londynu lśnią od deszczu. Nawet sympatycznie. Chociaż, kurczę, pada. Największy parasol jest teraz najwierniejszym przyjacielem. Ćwiczę skoki, podskoki i uskoki. Kałuże wymagają skoków w dal. Taksówki rozbryzgujące wodę spod kół weryfikują… Czytaj dalej

Małe przyjemności

by

Miało być o Portugalii, ale Portugalia czeka od maja, więc może jeszcze poczekać do kolejnego wpisu. Mija kolejny weekend. Bardzo przyjemny, leniwy weekend, kiedy to w domku na kurzej łapce zegar jakby zwolnił… Czytaj dalej

Pada? Idziemy!

by

Jesień zaatakowała jak zawsze nagle. Nieprzygotowana emocjonalnie, patrząc przez mokre szyby, obserwuję ściekający po dachówkach deszcz. Rzyg. Burość. Smut i nijakość za oknem. Tak mija poniedziałek, wtorek, środa. W czwartek zauważam ubytek w… Czytaj dalej

Kolory Maroko

by

Piątek po pracy. Pędzę na lotnisko. Zostawiam za sobą Londyn, 15 stopni i deszcz. Wita nas 30 stopni i wszechobecny pył. Jesteśmy w Maroko. Pierwsze wrażenie – ale tu pomarańczowo! Każdy dom, każdy… Czytaj dalej